wtorek, 5 czerwca 2012

02- rozdział 2- sunshine


                                                          *z perspektywy Zayna*     
  Obudziły mnie gorące promienie wpadające przez okno do moejgo pokoju. Otworzyłem powoli oczy, oczekując że będzie to trudna czynność, lecz o dziwo byłem wyspany. Oblizałem spierzchnęite usta po czym podniosłem głowę i rozejrzałem się po bokach. Obok mnie na łóżku leżała skulona Perrie, której lekkie i proste kosmyki włosów   przysłaniały idealnie gładką cerę. Uśmiechnąłem się sam do siebie i lekko pocałowałem ją w czubek głowy.  Momentalnie poczułem ból w okolicach skroni z czego cicho syknąłem. Zapomniałem o moim nawracającym przeziębieniu. Oczywiście Malik musi być buntowniczy i zawsze stawiać na swoim. I teraz nie wyszło mi to na dobre. Po cichu wstałem z łóżka i naciągnąłem na nogi czarne rurki i zwykły biały t- shirt. Po drodze na dół wstapiłem rownież do łazienki. Widok który ujrzałem przeraził mnie. Zamiast przystojnego, opalonego mulata z burzą czarnych najeżonych włosów ujżałem zarośniętego faceta który wyglądał na conajmniej 40 lat. Z wrażenia aż odskoczyłem od lustra jęcząc przy tym. Wyglądałem okropnie, co rzadko mi się zdarza. Przyzwyczajony raczej byłem do oszałamiającego urodą chłopaka odbijającego się w lustrze. Dziś się niestety przeliczyłem. Pokręciłem tylko teatralnie głową i wziąłem w zmęczoną rękę pastę do zębów oraz szczoteczkę.
      Po wykonanej czynności jaką było mycie zębów zszedłem na dół. W kuchni i salonie oczywiście bałagan- w sumie nie wiem czy móglbym się spodziewać czegoś innego. Przechodząc przez porozwalane na podłodze paczki chipsów szurając przy tym ciapami udałem się do szafki w poszukiwaniu czegoś do jedzenia. Jedna szafka, druga, trzecia, NIE MA. Zacisnąłem tylko pięsci warcząc przy tym. I znowu ja muszę ejchać do sklepu. Mimo iż Niall właśnie przeżywa załamanie po stracie Gem, ze swojej miłości do jedzenie nie zrezygnuje. Dalej wpierdziele ile popadnie, a ja widząc to nie wiem już czy martwić się o żołądek przyjaciela czy też o swój portfel- w końcu to ja w tym domu ZAWSZE robię zakupy. W skrócie mówiąc to chyba ja jestem najbardziej opiekuńczy i rozsądny z całej piątki, chociaż dam sobie ręke uciąć że zabrzmiało to wręcz banalnie. Ewentualnie Liam jeszcze ujdzie jak wzrór troskliwego przyjaciela. Wszyscy jesteśmy jednym slowem oszołomami pilnującymi siebie nawzajem. Jeden drugiego upomina i uspokaja, a po chwli robi to samo. Błędne koło. Jednak takie życie było nam dane- musieliśmy się do tego przyzwyczaić. Mimo wielu niepowodzeń losu, kłótni itp. i tak cieszę się jak wariat że mogę z nimi mieskać i co ważne- w ogóle poznać się z nimi. Gdyby nie X Factor pewnie zasuwalbym teraz na jakiejś stacji beznynowej jako sprzedawca, rozpaczając przy każdej wolnej chwili o tym jak lubię śpiewać. Całe szczęście tak nie jest. Nie zniósł bym całego dnia w pracy bez dostępu do lusterka oraz żelu do włosów <3
   Gdy tak stałem i wpatrywałem się w jeden punkt przed siebie ujrzałem pewną postać. Mrugnąłem parę razy oczami by dobrze zobaczyć stojącą obok mnie posturę. Chłopak stał z rękoma w kieszeniach pociągając nosem. Wstałem powoli z krzesła podchodząc do chłopaka.
-Harry? Nareszcie zszedłeś - powiedziałem z lekkim niedowierzaniem.
-No.- mruknął mało entuzjastycznie lokers po czym poszedł do salonu. Nie muszę chyba mówić jak przeżywał stratę Gemmy. Podrapałem się po głowie i wpałem na pewien pomysł.  Cały czas zerkając w stronę salonu na przymulonego Harrego wyciągnąłem z szafki patelnię, miskę i parę składników niezbędnych do zrobienia naleśników. Nigdy gotowanie jakoś zbytnio mnie nie pociągało, ale spróbować zawsze można.
                                                                                     ***
-Cholera! - skląłem głośno skacząc przy tym na jednej nodze.  Usiadłem na blacie i spojrzałem na swojego czerwonego palca mrużąc przy tym oczy. Kolejny raz się poparzyłem. W tym czasie siedziący na kanapie owinięty kocem Harry tylko pokręcił głową.
A wali mnie to. - wzruszyłem ramionami i zostawiłem w świętym pokoju to smażenie naleśników. Więcej szkód to dało niż przyjemności. Nigdy więcej nie smażę naleśników.
 Wziąłem do ręki szklankę z wodą i wrzuciłem do niej musującą tabletkę. Moje przeziębienie jednak dalej dawało się we znaki. Zmrużyłem lekko oczy i wpatrywałem się na miliony małych bąbelków rozpuszczających się w wodzie. Usłyszałem z tyłu głośne szuranie kapciami. Można było się domyśleć że był to Harry.
-Chcesz coś do picia? A może jesteś głodny? - zaproponowałem nie odrywając cały czas wzroku od szklanki.
 Lokers pokręcił głową nie wiem który to już raz. Głośno westchnąłęm.
   Zamaszystym krokiem ruszyłem z blatu w kierunku szafki. Wyciągnąłem z niej pudełko płatków śniadaniowych i przyrządziłem mu zwykłe śniadanie.
   -Masz to zjeść i bez dyskusji- powiedziałem groźnym tonem, chociaż wiedziałem że i tak się mnie nie przestraszy. Ale spróbować zawsze można.
  Ku mojemu zdziwieniu lokers podsunął do siebie miskę płatków grzebiąc w niej łyżką. Zdziwiony jego gestem wróciłem na swoje miejsce i upiłem łyk niesmacznego lekarstwa czego od razu pożałowałem.
-Niedobre. - stwierdziłem i przeniosłem wzrok na wsuwającego w błyskawicznym tępie płatki Harrego. Aż z wrażenia rozdziawiłem usta.
   Chłopak kilka razy pomrugał oczami i popatrzył się na mnie z pogardą.
-No co ? Głodny jestem. - mruknął nie podnosząc głowy z nad miski.
    Zdziwiony byłem- nie powiem że nie. Od tygodnia nic nie je i nie daje oznak życia, a za żande skarby świata nie można mu nic wcisnąć do jedzenia, bo wybucha histerią- teraz jak gdyby nigdy nic schodzi na dół  z wilczym apetytem. Ale nie powiem że to źle. W końcu zaczął noramlnie funkcjonować. Tak mi się bynajmniej zdaje.
-Czyli jednak byłeś głodny?- podrapałem się dziwnie po głowie.
Lokers nie odpowiedział. Stwierdziłem, że zostawię go w spokoju. Niech robi co chce, byle nie zachowywał się jak wcześniej.
        Zostawiając go samego w kuchni udałem się do salonu z moim telefonem oraz opakowaniem chusteczek. Włączyłem nasz wielki telewizor i przeniosłem na niego wzrok, wchodząc w tym samym czasie pod koc. Gdy tak obserwowałem kanał informacyjny, dostrzegłem wielki nagłówek któregoś z programów telewizyjnych. Widniał na nim napis 'Harry Styles popełnił samobójstwo' była też jakaś druga część tego napisu, lecz nie miałem siły ani cierpliwości go czytać. Ułożyłem wygodnie poduszki i opatuliłem się wygodnie kocem.
-Dobranoc- mruknąłem półprzytomny, chociaż był środek dnia.

___________________________________________________________________________
A więc tak. W tym rozdziale jakakolwiek akcja się nie toczy, ponieważ chciałam po prostu bliżej Wam dać poznać bohaterów- w tym przypadku Zayna, któremu prawie cały rozdział jest dedykowany. Jeszcze chciałam zaznaczyć, że moje rozdziały nie będą niewiadomo jakie długie- takie jak dodaje teraz będą raczej przeważać. Chciałam jeszcze ogromnie podziękować za liczbę komentarzy- 8! Jak dla mnie to sukces, ponieważ nie nagłaśniam zbytnio tego bloga. Jeszcze jedno- następny rozdział dodam gdy będzie pod tym rozdziałem pełne 10 komentarzy ;p. Także tego, CZYTAMY- KOMENTUJEMY ;P
See Ya <3